Psychologiczna walka: jak siatkarze radzą sobie z lękiem przed powtórnym urazem?

Każdy, kto choć raz doznał kontuzji, zna to uczucie. Często mówi się, że najgorszy nie jest sam moment urazu. Najgroźniejszy bywa strach przed odnowieniem się kontuzji, gdy wydaje się, że wszystko jest już w najlepszym porządku. Bo jak ponownie zaufać ciału, które już raz zawiodło? Temat szczególnie jest bolesny w siatkówce, gdzie do urazów kolan, barków czy kręgosłupa dochodzi bardzo często.

Kiedy ciało mówi „stop”

Paweł Zatorski przyznał wprost: „Diagnozy były brutalne”. Libero reprezentacji Polski, zwykle człowiek niezłomny, nagle poczuł, że nie wie, czy jeszcze kiedykolwiek wejdzie na parkiet. To nie tylko ból biodra, to ból myśli. Bo co, jeśli rehabilitacja nie pomoże? Co, jeśli ostatni mecz już był?

Zatorski przez długi czas nie dopuszczał do siebie myśli o operacji, odkładał ją w czasie. Zdecydował się na nią dopiero wtedy, kiedy spełnił marzenie o olimpijskim medalu.

Takich historii jest więcej. Klaudia Alagierska – siatkarka, której lekarze nie dawali szans, sugerowali nawet koniec kariery. „Pamiętam, że czułam strach” – mówiła. Strach nie przed bólem, ale przed tym, że wszystko, na co pracowała od dziecka, nagle runie.

Norbert Huber, dziś jeden z filarów reprezentacji, patrzy na swoją kontuzję inaczej. „Otworzyła mi oczy” – powiedział. I w tym zdaniu słychać coś niezwykle ludzkiego: świadomość, że z porażki, nawet tej w postaci bólu i łez, można wyciągnąć siłę. Huber twierdzi, że stał się innym siatkarzem – spokojniejszym, bardziej cierpliwym. A cierpliwość w świecie sportu jest rzadką walutą. Czas kontuzji najczęściej bywa czasem bolesnym, ale w szerszej perspektywie otwiera oczy na życie postrzegane w inny sposób. Sportowiec po poważnym urazie nigdy nie będzie taki jak wcześniej – często się tak mówi w kontekście fizycznym, ale powinno mieć to też zastosowanie, jeśli chodzi o kondycję mentalną.

Strach – największy rywal

W świecie sportu, przy tak rozwiniętej medycynie, zazwyczaj udaje się wyleczyć każdą kontuzję. W obecnych czasach rzadko się zdarza, aby urazy kończyły kontuzje. Da się wyleczyć mięśnie, zszyć więzadła, odbudować ścięgna, zespolić kość. Ale jak naprawić psychikę, która pamięta o zdarzeniu jeszcze dużo dłużej? Tu nie ma operacji, która naprawia wszystko w kilka godzin. Lęk pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie: przy pierwszym skoku, przy bloku, przy gwałtownym lądowaniu. To on ściska żołądek bardziej niż doping rywali na wyjeździe.

Nieprzypadkowo eksperci twierdzą, że po długich kontuzjach nie stan fizyczny decyduje o powodzeniu powrotu. Ważniejszy jest stan psychiczny. Wielu sportowców przyznaje, że początkowo grają z rezerwą, ostrożniej. Czasami zakładają dodatkowe ochraniacze, tejpy, jak Aleksander Śliwka, który mówił, że szuka różnych sposobów usztywnienia palca, by móc blokować, ale czuć się bezpiecznie. To nie tylko kwestia zdrowia – to tarcza psychiczna.

Lekcja pokory i cierpliwości

Wielu zawodników powtarza jedną prawdę: kontuzja uczy pokory. To jak brutalny nauczyciel, który każe usiąść w ławce i przypomina, że sportowiec to nie maszyna. Chociażby Wilfredo Leon przyznał, że „głupotą byłoby przyspieszać powrót”. Powiedział to człowiek, który na parkiecie wygląda jak cyborg – potężny, niezniszczalny. A jednak nawet on wie, że czasem trzeba odpuścić.

Psychologowie sportu podkreślają: akceptacja i stopniowy powrót to klucz. Najpierw małe kroki – bez bólu, bez ryzyka. Potem kolejne etapy. Tak jakby znów uczyć się chodzić, skakać, lądować. Nie można przejść od razu do skakania, to bardziej skomplikowany proces. Najważniejsze, aby znów uwierzyć w swoje ciało.

Podsumowanie

Lęk przed powrotnym urazem nie znika bezpowrotnie i w jednej chwili. On zostaje, towarzyszy sportowcowi na każdym kroku. Siatkarze muszą uczyć się żyć z tym cieniem. Uczą się go oswajać, traktują jako rywala. Rywala, którego dobrze się zna i jego ruchy da się przewidzieć.

Dla kibiców liczy się wynik, dla trenera forma. Ale dla sportowca każdy powrót po kontuzji to cicha, osobista wygrana. Wygrana nad bólem, nad zwątpieniem, nad własnym strachem.

I może właśnie dlatego, kiedy widzimy Zatorskiego rzucającego się do obrony, Alagierską blokującą przeciwniczki czy Hubera atakującego ze środka, powinniśmy pamiętać: za tym punktem stoi nie tylko trening, ale i długa walka z samym sobą.

Krzysztof
Krzysztof Kwaśny

W świecie sportu odnajduję inspirację i nieustannie poszukuję nowych historii do opowiedzenia. Jako dziennikarz sportowy, z równym zamiłowaniem relacjonuję zmagania piłkarzy, tenisistów czy koszykarzy. Moja pasja pozwala mi tworzyć różnorodne materiały – od błyskawicznych newsów, przez wnikliwe felietony, po szczere wywiady i emocjonujące relacje. Współpracowałem z takimi redakcjami jak: Polsat Sport, To jest boks, Infosport i Łączynaspasja.