Zanim jednak przejdziemy do czasów PRL i ówczesnych istotnych wydarzeń dla krajowej siatkówki, warto odpowiedzieć na pytanie, skąd w ogóle wziął się ten sport w naszym kraju i kiedy odnotowano pierwsze wzmianki o siatkówce w Polsce? Otóż piłka siatkowa pojawiła się u nas już w 1919 roku za sprawą Związku Młodzieży Chrześcijańskiej YMCA – w tym samym roku w Warszawie udało się rozegrać pierwszy mecz siatkówki na polskich ziemiach.

Ważne daty z historii siatkówki tuż po II wojnie światowej
Po zakończeniu działań wojennych, życie społeczne w naszym kraju zaczęło stopniowo odradzać się. Granice Polski były już inne, system polityczny także – władza komunistyczna dość szybko zaczęła wydobywać sport z powojennych gruzów, widząc w tej dziedzinie życia m.in. szansę na legitymizację swoich rządów, mając przy tym na uwadze istotny czynnik propagandowy. Jakie daty, patrząc przez pryzmat piłki siatkowej, są najważniejsze w początkach PRL?
– 1947: w Paryżu powołano Międzynarodową Federację Piłki Siatkowej (FIVB), a także w Warszawie rozegrano pierwszy mecz męskiej reprezentacji Polski, która przegrała z Czechosłowacją 2:3,
– 1948: pierwszy mały sukces Polski na siatkarskiej arenie międzynarodowej był zasługą siatkarek, które w stolicy kraju pokonały reprezentantki Czechosłowacji 3:1,
– 1949: Polki przywiozły pierwszy medal z dużej imprezy – w Pradze zdobyły brązowy medal Mistrzostw Europy,
– 1952: Reprezentantki naszego kraju osiągnęły jeden z najlepszych wyników w siatkarskiej historii, wywalczając w Moskwie srebrne medale Mistrzostw Świata,
– 1957: Polski Związek Koszykówki, Siatkówki i Szczypiorniaka przekształcił się w Polski Związek Piłki Siatkowej (PZPS).
Polki z największymi sukcesami w historii polskiej piłki siatkowej kobiet
Dziś, w dobie licznych medali i innych laurów na najróżniejszych arenach międzynarodowych, zdobywanych przez siatkarzy, mało kto pamięta, że w pierwszej połowie XX wieku najwięcej do powiedzenia w polskiej siatkówce miały panie. To właśnie żeńska reprezentacja Polski w latach 1945-1971 seryjnie zdobywała medale w najważniejszych turniejach na świecie. Bez cienia wątpliwości można napisać, że był to złoty okres w historii występów jakichkolwiek polskich drużyn w sportowej rywalizacji międzynarodowej. Dowody? Proszę bardzo!
Jak wspomnieliśmy wyżej, już rok po zwycięstwie w pierwszym oficjalnym meczu międzypaństwowym Polki wywalczyły brązowe medale ME. Łącznie w mistrzostwach Starego Kontynentu nasze reprezentantki zdobyły po 4 srebrne i 4 brązowe medale! Ale Europa okazała się areną niewystraczającą, by nasycić sportowy głód Polek.
„Powinien być u nas zorganizowany cały system rozgrywek i dużych turniejów. Wszystkie lepsze drużyny siatkówki powinny częściej się ze sobą spotykać. Więcej grać. Trzeba organizować mistrzostwa letnie i zimowe. Trzeba popularyzować ten piękny sport, propagować, zachęcać młodzież, i grać, grać, grać!” – powiedziała w jednym z wywiadów siatkarka Zofia Wojewódzka, która była podporą polskiej reprezentacji, gdy ta w 1952 roku wywalczyła wicemistrzostwo świata. Zarówno to srebro, jak i dwa kolejne medale MŚ (brąz w 1958, brąz w 1962) były pierwszymi w historii w globalnym czempionacie gier zespołowych.
Polskie siatkarki nie zawiodły także na najważniejszej arenie, a więc podczas igrzysk olimpijskich. Zarówno w Tokio w 1964 roku, jak i w Meksyku cztery lata później nasze reprezentantki sięgały po brązowe krążki- były to pierwsze olimpijskie sukcesy naszych sportowych drużyn w dziejach!
Najcenniejszy medal? Oczywiście złoto olimpijskie reprezentacji Polski pod wodzą Huberta Wagnera
Sukcesy Polek w początkowych dekadach PRL nie odbiły się jednak tak szerokim (również propagandowym) echem, jak to, czego polscy kibice byli świadkami w czasie rządów ekipy Edwarda Gierka w latach 70. Był to czas „propagandy sukcesu”, która swoim wielkim zasięgiem nie mogła ominąć świata sportu. To właśnie wtedy narodziło się wiele legend, które są wspominane do dziś. Przedstawiciele lekkiej atletyki, ale i sportów siłowych (ciężary, boks, zapasy), piłkarze, koszykarze, a wreszcie polscy siatkarze stworzyli panteon światowych gier sportowych. A ówczesne władze nie mogły z tego nie skorzystać.
W latach 70. XX wieku mecze reprezentacji Polski, prowadzonej przez trenera Huberta Jerzego Wagnera, elektryzowały tłumy. Nic dziwnego. Polacy grali efektownie i efektywnie. Imponowali innowacyjnymi pomysłami trenera, znakomitą techniką, zagrywkami psychologicznymi, ale przede wszystkim żelazną kondycją. „Kat” – przydomek szkoleniowca biało-czerwonych mówi tu wszystko.
Hubert Jerzy Wagner był trenerskim nowicjuszem, objął kadrę w wieku zaledwie 32 lat i… od początku wprawiał wszystkich w osłupienie. Przed mistrzostwami świata w Meksyku w 1974 wszem i wobec powtarzał, jaki jest cel jego zawodników: wygrać. I siatkarze najpierw uwierzyli w jego metody szkoleniowe, a następnie… odnieśli bezapelacyjne zwycięstwo w turnieju. Choć, jak po latach wspominał jeden z filarów tamtej drużyny Zbigniew Zarzycki, najważniejsze dla ludzi były zwycięstwa z Niemiecką Republiką Demokratyczną (NRD) oraz Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR). Dlaczego? Ze względów sportowych, ale i politycznych.
Ówczesne władze PRL jednak także „skonsumowały” tamten sukces:
„Przez kilka miesięcy nic innego nie robiłem, tylko jeździłem po szkołach czy
zakładach pracy. Właściwie to nawet po 4 dni w tygodniu mieliśmy wyznaczone jakieś
spotkania. Ale to była świetna okazja, by pokazać siebie, propagować dyscyplinę. Nigdy
nikt mi nie kazał: „Powiedz, że wygrałeś, bo dało ci coś socjalistyczne państwo”. Ale
z kontekstu i tak każdy to tak odbierał. Dopiero po latach zacząłem to wszystko
analizować. Nawet sposób, w jaki nas przedstawiano na takich spotkaniach, miał
znaczenie, to wszystko było dokładnie zaplanowane, by wydźwięk był należyty, zgodny
z propagandą. Ale w tamtym czasie o tym nie myślałem. Mam 23 lata, wchodzę do szkoły,
a tam ponad 500 dzieci i nauczycieli na ciebie czeka – tym się można zachłysnąć” – relacjonował Ryszard Bosek na potrzeby rozprawy doktorskiej Michała Mijaskiego pt. „Polityczna rola sportu w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej w latach 1970-1980”.
Tamtego mundialu nie transmitowała Telewizja Polska. Zgoła inaczej było dwa lata później podczas igrzysk olimpijskich w Montrealu, gdzie Polacy wygrali po dramatycznej walce w całym turnieju. Wówczas o 4 nad ranem polskiego czasu tysiące par oczu wpatrywało się w odbiorniki telewizyjne, pokazujące na żywo walkę Polaków z ZSRR, zakończoną w piątym secie. „Wagner obiecał złoto – I JEST ZŁOTO!!!” – krzyczał artykuł w „Przeglądzie Sportowym”, a partyjny organ prasowy, „Trybuna Ludu”, zamieścił entuzjastyczną relację ze spotkania finałowego.
Złoto olimpijskie z 1976 roku do dziś pozostaje największym sukcesem nie tylko piłki siatkowej w Polsce, ale jest także najbardziej doniosłym wydarzeniem w całej historii występów polskich drużyn w grach zespołowych na olimpijskich arenach.

Wielki powrót polskiej siatkówki na szczyty
Na kolejne sukcesy polskich zawodników i zawodniczek kibice siatkówki musieli czekać długie lata. Pierwsze impulsy, że Polska wchodzi na sportowy Olimp pochodziły, tak jak tuż po II wojnie światowej, od naszych siatkarek. „Złotka” pod okiem trenera reprezentacji Andrzeja Niemczyka dwukrotnie z rzędu (2003, 2005) wygrały Mistrzostwo Europy. Małgorzata Glinka, Katarzyna Skowrońska, Dorota Świeniewicz, Agata Mróz: te nazwiska siatkarek przeszły do historii. Tak, jak co najmniej dwa pokolenia siatkarzy-reprezentantów Polski, do których należą ostatnie dwie dekady światowej siatkówki. Sukcesy siatkarek zazębiły się ze świetną grą zespołu polskich siatkarzy.
W 2006 roku w Japonii Polacy pod wodzą Argentyńczyka Raula Lozano zdobyli srebrny medal Mistrzostw Świata, zaś we Francji przy okazji ostatnich Igrzysk w 2024 roku polski zespół trenera Nikoli Grbicia nieskutecznie próbował powtórzyć olimpijski sukces kadry Wagnera. Lista wielkich osiągnięć naszych siatkarzy w ostatnim czasie jest imponująca i zawiera liczne sukcesy m.in. tytuły Mistrzów Świata, Mistrzów Europy, medale Ligi Światowej, najwyższe miejsca w Pucharze Świata. I zapewne nie byłoby aktualnie polskiej siatkówki na światowych szczytach, gdyby nie triumfy reprezentacji siatkarzy i kadry polskich siatkarek w czasach PRL.
