Polscy siatkarze na arenie międzynarodowej: sukcesy i porażki 

Polska reprezentacja siatkówki w wydaniu męskim to fenomen na światową, ale i lokalną skalę. Dlaczego? W sportowej historii naszego kraju nie było bowiem drużyny narodowej, która tak długo utrzymywałaby się w ścisłej globalnej czołówce. Reprezentacja Polski na arenie międzynarodowej ma na koncie wiele sukcesów, ale i kilka porażek. 

Siatkówka w Polsce – reprezentacja i ligi na plus

Gwoli jasności: w tym aspekcie nie ma mowy o lustrzanym odbiciu, symetrii. Polska reprezentacja w piłce siatkowej to przede wszystkim ekipa naznaczona ważnymi zwycięstwami. To zespół, od którego kolejne pokolenia kibiców oczekują zdobywania laurów na najważniejszych imprezach na świecie. W poniższym zestawieniu postanowiliśmy rozpocząć od przypomnienia potknięć, by następnie przejść do najbardziej chwalebnych momentów siatkarskiej historii Polaków na arenie międzynarodowej. Nie będziemy zaś przypominać sukcesów klubów grających w Pluslidze (która, trzeba to podkreślić, należy do jednych z najlepszych lig świata) m.in. ekipy z Kędzierzyna-Koźla, czy drużyny Jastrzębskiego Węgla.

Nienasycone pokolenie juniorskich mistrzów świata ‘97

Trwający „boom” na siatkówkę w naszym kraju miał swój prapoczątek pod koniec XX wieku. Właśnie wówczas nasi zawodnicy do 21. roku życia zdobyli w Bahrajnie złoty medal na mistrzostwach świata. Podopiecznym trenera Ireneusza Mazura wróżono wtedy wielkie kariery. Dawid Murek, Paweł Papke, Piotr Gruszka, Sebastian Świderski, Paweł Zagumny, Marcin Prus, libero Krzysztof Ignaczak – fani siatkówki w Polsce doskonale znają te nazwiska. A jednak na przestrzeni kolejnych lat i z perspektywy dokończonych karier, można wysnuć wniosek, że zawodnicy z tamtej złotej drużyny w większości nie spełnili pokładanych w nich, ogromnych nadziei. By to zobrazować spójrzmy na gracza, który w całej historii najczęściej występował z polskim orłem na koszulce. Legenda rodzimej ligi, Piotr Gruszka, bo o nim mowa, reprezentował Polskę w latach 1995-2011, uzbierał aż 450 takich spotkań, zaś do jego największych sukcesów na seniorskiej arenie międzynarodowej należy triumf w Mistrzostwach Europy (2009) oraz wicemistrzostwo świata z 2006 roku. To, nie oszukujmy się, nie są wielkie osiągnięcia jak na tak wybitnego siatkarza. 

Długoletnia klątwa olimpijska

Turniejem, który przez (zbyt) wiele lat spędzał sen z powiek całemu środowisku siatkarskiemu w Polsce był turniej olimpijski. Nie dziwi fakt, że dziennikarze, eksperci, kibice, a nawet sami zawodnicy na hasło „igrzyska olimpijskie” wzdrygali się, byli pełni obaw oraz mówili o sportowej klątwie. Nie dziwi, ponieważ rzeczona, ćwierćfinałowa klątwa utrzymywała się w mocy przez 20 długich lat – od turnieju w Atenach, przez Pekin, Londyn, Rio de Janeiro, Tokio, aż do Paryża. W stolicy Grecji w 2004 roku na drodze do strefy medalowej ograła nas jedna z największych ekip w dziejach, Brazylia trenera Bernardo Rezende. W Chinach odpadliśmy po pełnym napięcia ćwierćfinale z Włochami. Londyn okazał się nieprzyjazny za sprawą porażki 0:3 z Rosją. W Brazylii z kolei bezsprzecznie lepsi byli Amerykanie. Do stolicy Japonii Polacy jechali jako faworyci do wywalczenia złota, ale i tu klątwa dała znać o sobie: mimo prowadzenia w setach 2:1, nasi siatkarze ostatecznie odpadli po bolesnym boju z Francją. 

Paryskie przełamanie z finałową przegraną

Dopiero niedawno, bo w ubiegłym roku zła passa w olimpijskich ćwierćfinałach została przełamana. Polacy pod wodzą Nikoli Grbicia w stolicy Francji udźwignęli presję i zdołali pokonać Słowenię w 1/4 finału olimpijskiego, dzięki czemu po 44 latach awansowali do półfinału igrzysk. W nim po tie-breaku okazali się lepsi od Amerykanów, co w kraju wywołało euforię i obudziło apetyty na olimpijskie złoto. Niestety, w kluczowym spotkaniu Polacy pod sportowym przewodnictwem Wilfredo Leona byli zdecydowanie gorsi od francuskich gospodarzy igrzysk. – Bardzo chcieliśmy wygrać ten finał, ale niestety się nie udało. Doceniamy ten srebrny medal. Myślę, że z czasem dotrze do nas, co osiągnęliśmy. Może teraz nie jesteśmy zbyt usatysfakcjonowani z wyniku całego turnieju, ale jak emocje już opadną to zrozumiemy, co udało się nam osiągnąć. Jestem dumny z całej drużyny – powiedział tuż po finale olimpijskim w Paryżu 2024 Bartosz Kurek, który wraz z kolegami zajął drugie miejsce. Zaszczytne drugie miejsce. 

Mistrzostwo świata 2018

Kurek bez wątpienia należał do najlepszych zawodników mundialu w 2018 roku na siatkarskich parkietach Włoch oraz Bułgarii. Dość powiedzieć, że został wybrany MVP całego turnieju, co było tym ważniejsze, że cztery lata wcześniej – na skutek konfliktu z trenerem Stephanem Antigą – nie uczestniczył w pamiętnych MŚ w naszym kraju. Ale zawodników reprezentacji, którzy zostali wtedy naszymi bohaterami narodowymi było więcej (m.in. Michał Kubiak, Piotr Nowakowski, Paweł Zatorski), a i belgijski opiekun naszej reprezentacji Vital Heynen zaskakiwał swoimi decyzjami personalnymi. Polacy wrzucili swój drugi bieg podczas heroicznej walki półfinałowej z USA (z 1:2 na 3:2), po której finałowa rywalizacja z Brazylią (3:0) była już tylko formalnością. To trzeci i, jak dotychczas, ostatni sukces w siatkarskich Mistrzostwach Świata naszych reprezentantów. 

Mistrzostwo świata 2014

Cztery lata przed mundialem w 2018 roku polska ziemia przyjęła najlepszych siatkarzy globu. To w ogóle był turniej „naj”. Największy mecz otwarcia (62 tys. fanów na PGE Narodowym), najwięcej kibiców w historii MŚ zgromadzonych w innych polskich obiektach, wreszcie największy sukces Biało-Czerwonych od 40 lat. Wspomniany wcześniej trener Antiga, choć pozbawił kadrę Bartosza Kurka, miał w swoich szeregach wielu innych siatkarskich asów, by wymienić choćby Mariusz Wlazłego (MVP, najlepszy atakujący turnieju), Karola Kłosa, czy kończącego wspaniałą karierę Pawła Zagumnego. Do historii występów polskich siatkarzy na arenach międzynarodowych przeszły dwa spotkania z trzeciej rundy grupowej w łódzkiej Atlas Arenie, wygrane w samych końcówkach przeciwko największym: Brazylii i Rosji. Te, zaskakujące wszystkich, wspaniałe zwycięstwa utorowały Polakom drogę do końcowego triumfu, który po czasie został uznany przez czytelników „Przeglądu Sportowego” za „Wydarzenie stulecia”. 

Mityczni herosi Huberta Wagnera

Starsi kibice siatkówki w Polsce pamiętają największy sukces na arenie międzynarodowej, jakim było złoto olimpijskie, wydarte w 1976 roku w Montrealu przez zawodników legendarnego trenera Huberta Jerzego Wagnera. „W sporcie liczy się tylko zwycięzca. O innych się nie pamięta” – maksyma ta przyświecała słynnemu szkoleniowcowi i była wpajana do głów jego podopiecznym podczas długich, wyczerpujących treningów. Nieprzypadkowo Wagner szybko zyskał charakterystyczny przydomek: „Kat”. Ale był też trenerem-innowatorem, który jako pierwszy na szeroką skalę wprowadził skauting. Ponadto zmienił sam system gry, wedle którego o akcjach ofensywnych nie decydował tylko rozgrywający, ale także inni atakujący oraz do znudzenia kazał powtarzać atak zza trzeciego metra, czy grę z tzw. podwójnej krótkiej. Analityczne podejście Wagnera do najmniejszych szczegółów, zastosowanie innowacji wśród wyjątkowo utalentowanych podległych mu zawodników skutkowało największym sukcesem w historii polskiej siatkówki: złotym medalem olimpijskim na igrzyskach w Montrealu w 1976 roku. Medalem, co trzeba podkreślić, zapowiadanym przez samego trenera jeszcze przed wylotem do Kanady. W drodze do słynnego finału ze Związkiem Radzieckim Polacy zafundowali kibicom istne pięciosetowe horrory w grupowych starciach z Koreą Południową, Kubą oraz w półfinale z Japonią. Wielki finał olimpijski przeciwko ZSRR był jeszcze bardziej dramatyczny – rywale mieli przecież dwie piłki meczowe. Odtworzenie tamtego spotkania do dziś powoduje u oglądających wielki, przeszywający dreszcz emocji. I każe zapytać: czy Polacy, będący siatkarską potęgą, zdobędą w najbliższym czasie olimpijski szczyt?

Krzysztof
Krzysztof Kwaśny

W świecie sportu odnajduję inspirację i nieustannie poszukuję nowych historii do opowiedzenia. Jako dziennikarz sportowy, z równym zamiłowaniem relacjonuję zmagania piłkarzy, tenisistów czy koszykarzy. Moja pasja pozwala mi tworzyć różnorodne materiały – od błyskawicznych newsów, przez wnikliwe felietony, po szczere wywiady i emocjonujące relacje. Współpracowałem z takimi redakcjami jak: Polsat Sport, To jest boks, Infosport i Łączynaspasja.