Polska koszykówka od lat miała problem z ustabilizowaniem swojego miejscu w hierarchii – czy to europejskiej, czy światowej. W latach 60. i 70. poprzedniego wieku przyciągała na trybuny tysiące kibiców, co było efektem walki o najwyższe cele w czempionatach. W kolejnych dekadach fani dyscypliny bardziej żyli wspomnieniami niż realnymi szansami na kolejne sukcesy. Sytuacja zmieniła się dopiero niedawno, kiedy to biało-czerwoni w 2019 roku zaznaczyli swoją obecność na mistrzostwach świata. W kolejnych latach pojawiły się następne osiągnięcia, co sprawiło, że koszykówka znów stała się popularna w naszym kraju.

Sukces sportowy – najlepsza gwarancja zainteresowania
Historia sportu pokazuje, że żaden marketing, żadna akcja promocyjna, nie działa tak dobrze, jak widowiskowe zwycięstwo. Bardzo dobrym przykładem tego są sukcesy polskich siatkarzy, którzy na fali złotego medalu mistrzostw świata zdobytego w 2014 roku wypromowali dyscyplinę w sposób wcześniej nam nieznany. W koszykówce ten moment dopiero nadchodzi, ale zawodnicy są na dobrej drodze, aby pójść śladami siatkarzy. Półfinał mistrzostw Europy w 2022 roku czy wcześniejsze ćwierćfinały mundialu pokazały, że Polacy potrafią walczyć z najlepszymi. Sukcesy reprezentacji mają ogromny potencjał, by przyciągnąć nowych kibiców, a jednocześnie odświeżyć wizerunek koszykówki jako sportu widowiskowego, pełnego emocji i dramaturgii.
Widać to było podczas Eurobasketu w 2025 roku. Polacy mecze grupowe rozgrywali w katowickim Spodku, który nie tylko był wypełniony po brzegi, ale także tworzył atmosferę, której pozazdrościć mogłoby nam większość reprezentacji startujących w tym turnieju. Otoczka, którą stworzyli kibice, to zasługa wzrostu popularności koszykówki w naszym kraju. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie ostatnie, zachęcające rezultaty.
Wizerunek drużyny – bohaterowie, z którymi można się utożsamiać
Na sukces medialny sportu składają się nie tylko wyniki, ale też twarze i historie. Kibice chcą mieć bohaterów – zawodników, których sylwetki wykraczają poza parkiet. Mateusz Ponitka czy A.J. Slaughter już dziś mają status postaci rozpoznawalnych, ale potrzeba szerzej zakrojonej narracji. Każdy mecz kadry to okazja, by pokazać charaktery, relacje w drużynie i kulisy pracy sztabu. W świecie sportu działa zasada: im bliżej kibic pozna zawodnika, tym większe emocje przeżywa podczas meczu.
Dobrze opowiedziane historie mogą być równie ważne jak wynik. Gdy Ponitka w meczu z Ukrainą zanotował triple-double, kibice przeżywali nie tylko statystyki, ale i symboliczne przywództwo kapitana. To właśnie takie momenty powinny być fundamentem budowania popularności.
Znów wracając do niedawnych wydarzeń – po tym, jak okazało się, że Jeremy Sochan nie zagra w mistrzostwach Europy, obawiano się, że polski zespół zostanie osłabiony, ale w jego miejsce wskoczył Jordan Loyd, który ze świetnej strony pokazał się na parkiecie i po kilku minutach gry z godłem na piersi stał się idolem tysięcy fanów.
Rozgrywki krajowe – element nie do pominięcia
Sukcesy reprezentacji są spektakularne, ale aby koszykówka w Polsce żyła na co dzień, potrzebna jest mocna liga. Orlen Basket Liga od lat stara się szukać swojego miejsca w hierarchii sportów zespołowych. Niestety, mimo wysokiego poziomu organizacyjnego i obecności kilku klubów o dużych tradycjach, hale wciąż często świecą pustkami. Medal kadry to najlepsza możliwa reklama, by to zmienić.
Tu jednak potrzebna jest synergia: marketing klubów, działania ligi, wsparcie sponsorów i mediów. Sukces reprezentacji musi zostać „przekuty” w ligową frekwencję. Najlepsze kluby – jak Śląsk Wrocław czy Legia Warszawa – mają potencjał, by stać się lokalnymi centrami koszykarskiej kultury. Warunkiem jest jednak konsekwentna praca: transmisje na wysokim poziomie, atrakcyjne eventy wokół meczów i realna obecność w mediach społecznościowych.
Sama koszykówka reprezentacyjna i potencjalne jej sukcesy nie wystarczą – fan, aby był zaangażowany, musi śledzić rozgrywki częściej, niż podczas przerw reprezentacyjnych. Dlatego liga musi być dla niego magnesem.

Od medalu do pełnych hal – droga do przebycia
Medal czy spektakularny występ reprezentacji to moment, w którym koszykówka w Polsce staje w świetle reflektorów. Ale reflektory gasną szybko. Tylko mądre działania – promocja gwiazd, rozwój ligi, wykorzystanie mediów społecznościowych i inwestycja w młodzież – mogą sprawić, że światła pozostaną zapalone na dłużej.
Polska koszykówka jest dziś w punkcie zwrotnym. Albo sukcesy kadry staną się początkiem nowej ery, w której hale będą się wypełniać po brzegi, a liga zyska mocną pozycję, albo skończy się na kilku pięknych wspomnieniach. To moment, w którym wszyscy – działacze, trenerzy, zawodnicy i kibice – muszą zrozumieć, że medal to dopiero początek gry, która – miejmy nadzieję – potrwa jeszcze długo.
