Nieprzypadkowo uważa się, że czas jest największym rywalem zawodowych sportowców. Czas nie ma litości. To, co wydarzyło się dnia poprzedniego, bardzo często jest szybko zapominane. Szczególnie, jeśli mowa o sukcesach. Zupełnie inaczej mają się sprawy w przypadku powrotów czy kryzysów. Droga powrotna z cienia na blask bywa niekiedy dłuższa i bardziej wyboista niż pierwsza wspinaczka na szczyt. W tenisie, dyscyplinie bezlitośnie wystawiającej na próbę zarówno ciało, jak i psychikę, takie historie smakują jednak szczególnie. W poniższym tekście przytoczymy historię zawodniczek, które przetrwały kryzys i zdołały wrócić na szczyt.

Serena Williams – matka, która zatrzęsła Wimbledonem
Powrót Sereny Williams w 2018 roku był jedną z największych sag w nowożytnej historii sportu. Chyba żaden powrót nie wzbudzał takich emocji, jak ten amerykańskiej mistrzyni. Już w swoim drugim turnieju wielkoszlemowym po przerwie macierzyńskiej dotarła do finału Wimbledonu. Po drodze pokonała m.in. Julię Goerges w półfinale, prezentując tenis, który chwilami przypominał najlepsze lata jej kariery. Choć w finale musiała uznać wyższość Angelique Kerber (3:6, 3:6), to sam fakt gry w meczu o tytuł na trawie All England Club po zaledwie roku od powrotu był czymś niemal nieprawdopodobnym. Jeszcze większe emocje towarzyszyły jej w finale US Open 2018 z Naomi Osaką – przegranym, ale zapamiętanym jako symbol walki o własne miejsce w historii.
Jedna z najwybitniejszych tenisistek wszech czasów nie zaznała już smaku wielkoszlemowego triumfu (choć w 2019 roku zagrała w dwóch kolejnych finałach, Wimbledon oraz US Open), ale utwierdziła społeczeństwo w przekonaniu, że tenisistki po przerwie macierzyńskiej mogą wrócić do wielkiej gry. Williams wyznaczyła swego rodzaju trend, bowiem jako prekursorka pokazała, że można i w kolejnych latach wiele tenisistek decydowało się zawiesić karierę sportową na rzecz zajścia w ciążę, wierząc, że uda im się pójść w ślady idolki.
Kim Clijsters – nowojorska bajka
Zanim Serena Williams pokazała, że da się wrócić do sukcesów po przerwie macierzyńskiej, dobre kilka lat wcześniej dokonała tego Kim Clijsters, która wróciła do tenisa kilka tygodni przed US Open rozgrywanym w 2009 roku, a wcześniej nie było jej na kortach przez 27 miesięcy! Już w Cincinnati i Montrealu pokazała, że nie zapomniała, jak się gra w tenisa, w jej występ w Nowym Jorku był majstersztykiem. Belgijka zaczarowała nowojorską publiczność – najpierw eliminując Venus Williams, potem Nadję Pietrową i Na Li, by w półfinale po zaciętej batalii ograć Serenę Williams. W finale nie dała szans 19-letniej Caroline Wozniacki (7:5, 6:3), zostając pierwszą w erze open tenisistką, która triumfowała w Wielkim Szlemie jako matka. Rok później obroniła tytuł, pokonując w finale Zwonariową, a triumf na Australian Open 2011 dopełnił jej drugą karierę
Petra Kvitova – o krok od tragicznego końca
W zupełnie innych okolicznościach do gry wracała Petra Kvitova, której historia mogła zakończyć się tragicznie. Czeska zawodniczka w grudniu 2016 roku padła ofiarą napadu we własnym domu. Lekarze nie dawali jej gwarancji, że odzyska pełną sprawność w lewej dłoni, w której uszkodzone zostały cztery palce. Mówiło się, ze Kvitova przeszła operację, która uratowała jej karierę.
Na szczęście wszystko zakończyło się pomyślnie i była wiceliderka rankingu WTA po zaledwie kilku miesiącach wróciła do gry. Co więcej – nieco ponad sześć miesięcy po feralnym zdarzeniu wygrała turniej WTA w Birmingham! W kolejnych latach wróciła do świetnej formy, zapisywała na swoim koncie cenne triumfy, a także wybitne wyniki w najbardziej prestiżowych imprezach. Między innymi w 2019 roku dotarła do finału wielkoszlemowego Australian Open, w którym musiała uznać wyższość Naomi Osaki.

Victoria Azarenka – od sądowej batalii do finału US Open
Po przerwie spowodowanej problemami prywatnymi i sądowymi (Białorusinka walczyła o prawo do opieki nad synem), Azarenka długo nie potrafiła wrócić do elity. Ale w 2020 roku podczas pandemicznego sezonu znów rozbłysła. Najpierw wygrała turniej w Cincinnati, gdzie w finale skorzystała z walkowera Naomi Osaki, ale wcześniej wyeliminowała Karolinę Muchovą i Johannę Kontę. Jeszcze większe emocje przyniósł US Open – Azarenka w półfinale zrewanżowała się Serenie Williams, odrabiając stratę seta i triumfując 1:6, 6:3, 6:3. W finale ponownie zagrała z Osaką i choć prowadziła 6:1, 2:0, ostatecznie przegrała. Dla niej jednak sam powrót do finału Szlema po siedmiu latach był zwycięstwem.
Azarenka to zawodniczka, która wygrywała turnieje wielkoszlemowe i była liderką rankingu WTA – obecnie jest daleko od tych osiągnięć, ale od lat utrzymuje się w ścisłej czołówce światowej, co pokazuje, jak wielkie znaczenie ma charakter oraz wola walki.
Powroty, które uczą
Wszystkie historie – od Williams do Kvitovej – mają ten sam morał: tenisistki zdołały wrócić tam, gdzie wydawało się, że nie prowadzą już żadne drogi. Nie zawsze zdobywały kolejne trofea, ale każda z nich udowodniła, że w sporcie zwycięstwem bywa nie tylko wygrany finał, lecz także samo przezwyciężenie kryzysu. A dla kibiców to właśnie takie momenty – pełne dramaturgii, z konkretnymi datami i meczami wpisanymi w pamięć – są esencją sportu.
