W świecie zawodowego sportu, nie tylko tenisa, rzadko dochodzi do sytuacji, w których można stwierdzić, że sukces był dziełem przypadku. Siła fizyczna, talent, podejmowanie decyzji w kluczowych momentach – to fundamenty, które widać gołym okiem, ale często największych mistrzów od ich konkurentów odróżnia coś mniej namacalnego i widocznego: to więź z trenerem. To właśnie ta relacja, często budowana z dala od fleszy kamer, potrafi ukształtować zawodnika, co później ma kluczowe znaczenie w kontekście osiągania rzeczy wielkich.

Trener – coś więcej, niż taktyk
Powszechnie uważa się, że trener to ktoś, kto ma nauczyć swojego podopiecznego gry w tenisa, poza tym także przygotowuje taktykę. Tymczasem to zdecydowanie ktoś więcej! Na najwyższym poziomie, gdzie różnice w umiejętnościach są minimalne, o sukcesie decydują detale. Często nie są one stricte związane z samym tenisem. Wówczas rola szkoleniowca wykracza daleko poza schematyczne korekty. Trener bywa psychologiem, strategiem, powiernikiem, i – co nierzadko podkreślają sportowcy – kimś najbliższym: przyjacielem, a nawet członkiem rodziny.
Jest wiele przykładów, które wyłącznie to potwierdzają. Chociażby Novak Djoković wielokrotnie podkreślał, że Boris Becker czy Marian Vajda pomogli mu po prostu w siebie uwierzyć, gdy miewał trudne momenty. Z kolei Roger Federer zbudował swoją długowieczność za sprawą pomyślnych współprac z trenerami od przygotowania fizycznego, którzy poznali jego organizm na tyle dobrze, że dostosowywali obciążenia treningowe tak, aby on w wieku 35 lat nie tylko był w świetnej kondycji zdrowotnej, ale także był w stanie wygrywać turnieje wielkoszlemowe.
Chemia na korcie
Świat tenisa widział dziesiątki przypadków, w których współprace pomiędzy świetnymi trenerami i wybitnymi tenisistkami czy tenisistami kończyły się niepowodzeniem. Nic nie jest wyłącznie białe albo czarne i tak jest także w relacjach między szkoleniowcami oraz sportowcami. W tenisie, który jest dyscypliną indywidualną, opartej na ogromnej presji oraz samotności, brak chemii potrafi błyskawicznie zrujnować formę sportowca. Powód jest oczywisty: często trener jest jedyną osobą, która podczas cotygodniowych podróży towarzyszy tenisiście.
Serena Williams wielokrotnie powtarzała, że jej wieloletnia współpraca z Patrickiem Mouratoglou miała rację bytu nie tylko dlatego, że Francuz jest świetnym trenerem. Ba, z jej słów można było wywnioskować, że to nawet była drugorzędna kwestia! Sukces w amerykańsko-francuskiej kolaboracji był spowodowany tym, że Mouratoglou poza byciem szkoleniowcem, pełnił także role jej przyjaciela, który potrafił podnieść ją z dna w najtrudniejszych momentach. Zaufanie do trenera daje zawodnikowi poczucie stabilizacji oraz spokoju, które w chwili kryzysu jest ważniejsze, niż to czego nauczył go bezpośrednio na korcie.
Rola psychologii – większa, niż mogłoby się wydawać
Coraz większe znaczenie w tenisie ma mentalność. Turnieje wielkoszlemowe trwają dwa tygodnie, mecze mogą ciągnąć się godzinami. Zawodnik, który nie potrafi kontrolować emocji, w decydujących momentach traci przewagę. Tutaj wchodzi trener – ten, który zna słabe punkty swojego podopiecznego i umie wskazać mu drogę, by odwrócić losy meczu.
Widać to było choćby w przypadku Igi Świątek. Polka, od początku kariery współpracująca z Piotrem Sierzputowskim, a później z Tomaszem Wiktorowskim, wielokrotnie podkreślała, że rozmowy z trenerem poza kortem pozwalają jej utrzymywać równowagę psychiczną. To właśnie ta stabilność mentalna sprawiła, że potrafiła wygrywać turnieje w sposób dominujący, nie dając rywalkom szans na przejęcie inicjatywy.
Rozstania z trenerami – trudne sztuki rozstania
Relacja na linii zawodnik – trener ma też ciemne strony. Nie jest tak, że chemia osiągnięta w tym duecie jest wystarczająca. Mimo wszystko najważniejsze są wyniki, ale często bywa także tak, że pomimo sukcesów, brakuje tego „czegoś”. Dlatego rozstania bywają bolesne, w opinii publicznej bywają kreowane jako nieoczywiste, zaskakujące. Zmiana szkoleniowca bywa konieczna, gdy dotychczasowa współpraca przestaje przynosić efekty. Czasem to kwestia wypalenia, czasem różnic charakterów.
Andy Murray w swojej karierze kilkakrotnie zmieniał trenerów, szukając kogoś, kto pomoże mu przełamać dominację „Wielkiej Trójki”. Ostatecznie najwięcej sukcesów odniósł pod okiem Amélie Mauresmo i Ivana Lendla. Choć każdy z tych rozdziałów miał inny charakter, wszystkie razem zbudowały fundament jego triumfów na Wimbledonie czy US Open.

Jaka będzie rola trenera w przyszłości? Nowe wyzwania
Wraz z rozwojem technologii, który dotyka także sport, rola trenerów ewoluuje. Analiza danych, statystyki uderzeń czy monitoring fizjologiczny stają się integralną częścią przygotowań. Jednak nawet w erze komputerów i sztucznej inteligencji nic nie zastąpi czynnika ludzkiego – zaufania i porozumienia, które potrafią stworzyć trener i zawodnik.
Nieprzypadkowo rzadziej kluczowe jest to, kto ma najlepszy forehand, a istotniejsze bywa kto ma przy sobie ludzi, na których może liczyć w trudnych momentach i są dla niego wsparciem. Choć na kort wychodzi wyłącznie tenisista, to jednak sukces rodzi się tam, gdzie telewizyjne kamery nie sięgają.
