Siatkówka w małych miastach Polski: lokalne kluby i ich znaczenie

Polska siatkówka to potęga w skali światowej. Największe sukcesy międzynarodowe, także w wykonaniu klubów, wielkie zainteresowanie kibiców, mediów i sponsorów, do tego bardzo poważne pieniądze, jakie od lat funkcjonują w polskim środowisku siatkarskim – wszystko to nie przykryje jeszcze jednej, bardzo istotnej konstatacji: solą krajowej siatkówki, która potem użyźnia świat tego sportu, są niezbyt duże miasta. To w nich rodzą się perły globalnej piłki siatkowej, talenty najwyższej próby. 

Wielka siatkówka w małych miastach

Polska siatkówka to fenomen, nie tylko sportowy. Oto bowiem np. kibice i poziom ich zaangażowania w sprawy lokalnego klubu, ale i największego siatkarskiego dobra – polskiej reprezentacji były przedmiotem analiz socjologicznych. Nic dziwnego. Poważne mecze, turnieje, ale i siatkówka w szkole, czy wręcz mini siatkówka – niezależnie od poziomu ta dyscyplina sportu generuje wśród nas szereg pozytywnych emocji. A najbardziej widać to spoglądając przede wszystkim w stronę małych miast. 

To zerknijmy na bardziej szczegółowy poziom. Polska Liga Siatkówki w obecnym formalnym kształcie funkcjonuje od 2000 roku. Przez ćwierć wieku jej ton w męskim wydaniu nadawały zespoły z takich miast jak: Kędzierzyn-Koźle, Bełchatów, Rzeszów, Jastrzębie-Zdrój, Olsztyn, Częstochowa… W niedawno zakończonym sezonie mistrzem Polski została drużyna z Lublina, która w finale ograła zespół z Zawiercia. Widać wyraźnie więc, że siatkówka nie jest domeną polskich metropolii. Dlaczego tak się dzieje? 

Doświadczenie oraz obserwacje polskiego sportu sugerują odpowiedzieć w najprostszy sposób: tam, gdzie funkcjonuje piłka nożna na najwyższym, krajowym poziomie, tam inne sporty idą w odstawkę. I coś w tym niewątpliwie jest (żużel także najlepiej ma się w mniejszych miastach, poza kilkoma wyjątkami). Wsparcie lokalnych samorządów, na przykładzie siatkówki, jest często bardzo istotnym elementem w rozwoju klubu. A za lokalną władzą, idą także przedstawiciele miejscowego biznesu, szkolnictwa itd., co kilka lat temu piszącemu te słowa pokrótce opisał współwłaściciel nowo tworzonego projektu siatkarskiego w Toruniu, Karol Lejman: 

„Zależy nam na budowie całego ośrodka, który będzie dobrze funkcjonował w Toruniu. Nawiązaliśmy współpracę z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika, który jest naszym bliskim partnerem, po drugie zaś przez szkolenie na wysokim poziomie chcemy uzupełnić luki w poszczególnych rocznikach. To proces długofalowy, rozłożony nawet na kilkanaście lat” (cytat za: infosport.pl). 

Tradycja, perspektywy, promocja zdrowia

Co stanowi poważny bodziec dla rozwoju siatkówki, obserwowany w niedużych miastach? To tradycja przychodzenia na mecze piłki siatkowej w danym mieście. Niekiedy, jak w przypadku Kędzierzyna-Koźla czy Zawiercia to tradycja sięgająca dekad wstecz i całych pokoleń kibiców. Innym razem, modę na siatkówkę w danym mieście buduje się przez mniejszą liczbę lat, ale to spektakularne ruchy na rynku transferowym powodują gigantyczny wzrost zainteresowania siatkówką – tak było choćby w Lublinie, gdzie transfer m.in. Wilfredo Leona podniósł nie tylko poziom sportowy, ale i stanowił dowód wielkiego skoku organizacyjnego całego lubelskiego środowiska siatkarskiego. 

Tradycja to jedno, ale niesłychanie ważna jest także perspektywa rozwoju. A tej trudno oczekiwać bez poniesienia realnych kosztów choćby w związku z budową nowoczesnej infrastruktury, w tym hali sportowej. Doskonale wiedzą o tym w Będzinie: „Frekwencja na trybunach Będzin Areny jest wyższa od tej, którą pamiętamy z czasów gry w Sosnowcu, gdzie pojemność hali wynosiła 1500 osób. W Będzinie wynosi obecnie 2500.” – w niedawnej rozmowie z PAP podkreślił koordynator ds. mediów klubu z Będzina, Łukasz Dytko. 

W mniejszych ośrodkach miejskich, w których od lat siatkówka jest numerem 1, wiedzą, że inwestycja w ten akurat sport jest wielopłaszczyznowa i ma swoje zastosowanie w różnych wymiarach. Stanowi oczywiście doskonałą reklamę miasta i całego regionu na zewnątrz, a jednocześnie szczególnie mocno spaja lokalną społeczność wokół pozytywnie odbieranego sportu. Po trzecie zaś, jest nie tylko czystą rozrywką – dzięki siatkówce promuje się pewne bardzo pozytywne formy spędzania czasu, czego przejawem były – co widział naocznie piszący te słowa – zajęcia w toruńskich szkołach, organizowane przez Akademię Wilfredo Leona.

W polskiej siatkówce, jak w żadnym innym sporcie drużynowym, bardzo mocno dba się o prawidłowy rozwój: drużyny narodowej, rodzimych rozgrywek, lokalnych klubów opartych często o małe miasta, a także – na końcu – o kibica, który w trosce o zdrowie swojego dziecka, bardzo chętnie zaprowadzi je na trening lokalnej drużyny. 

Krzysztof
Krzysztof Kwaśny

W świecie sportu odnajduję inspirację i nieustannie poszukuję nowych historii do opowiedzenia. Jako dziennikarz sportowy, z równym zamiłowaniem relacjonuję zmagania piłkarzy, tenisistów czy koszykarzy. Moja pasja pozwala mi tworzyć różnorodne materiały – od błyskawicznych newsów, przez wnikliwe felietony, po szczere wywiady i emocjonujące relacje. Współpracowałem z takimi redakcjami jak: Polsat Sport, To jest boks, Infosport i Łączynaspasja.