Możliwość występu w turnieju wielkoszlemowym jako gospodarz to ogromny przywilej, ale zarazem duże wyzwanie. Najlepiej sprawę z tego zdają sobie Amerykanie, którzy od lat zmagają się z oczywistą presją z tym związaną. O ile nie było tego widać po chociażby siostrach Williams, które nic nie robiły sobie z dużych oczekiwań, tak nie wszyscy reprezentanci Stanów Zjednoczonych radzą sobie tak dobrze, jak one.

Początek XXI wieku – US Open niczym wymarzony szlem
Zagłębiając się w historię, pierwsza dekada XXI wieku nie wskazuje, aby reprezentanci Stanów Zjednoczonych mieli problem z nadmierną presją związaną z występami na US Open. Venus Williams okazywała się najlepsza na Flushing Meadows w latach 2000 oraz 2001. W kolejnym sezonie schedę po niej przejęła młodsza siostra, Serena. Amerykanka kolejny triumf dołożyła w 2008 roku.
Gorzej nie wyglądało to wśród mężczyzn, którzy starali się dotrzymać kroku płci damskiej. W 2002 roku po tytuł sięgnął Pete Sampras, a rok później amerykańskie sukcesy przedłużył Andy Roddick. Jak się później okazało, był to jego pierwszy, a zarazem ostatni wielkoszlemowy sukces tej rangi.
W późniejszych latach sytuacja się wyraźnie zmieniła. O ile u kobiet nadal nie brakowało sukcesów reprezentantek gospodarzy na amerykańskiej ziemi, tak zaczęło ich być coraz mniej w tenisie męskim.
W kobiecym tenisie o powodu do radości zadbała Serena Williams, która łącznie wygrywała US Open aż sześciokrotnie, z czego trzy razy z rzędu w latach 2012-2014. W 2018 oraz 2019 roku legendarna tenisistka docierała do finału, ale musiała uznać wyższość młodszych rywalek – Bianci Andreescu oraz Naomi Osaki.
Wcześniej, w 2017 roku, doszło w Nowym Jorku do jednego z najbardziej sensacyjnych rozstrzygnięć ostatnich lat. Nieoczekiwaną zwyciężczynią zmagań okazała się 24-letnia Sloane Stephens. W finale US Open zaprezentowała się z fenomenalnej strony – nie tylko wygrała go bez straty seta, ale także rozgromiła inną Amerykankę, Madison Keys, 6:3, 6:0.
Wyjątkowym turniejem dla Amerykanów był także US Open 2023. Wówczas furorę w imprezie kobiet zrobiła Coco Gauff. Tenisistka z Atlanty od lat uchodziła za wielki talent, zresztą potwierdzała to swoimi wynikami na korcie, ale brakowało kropki nad i w postaci sukcesu wielkoszlemowego. Niegdyś druga zawodniczka rankingu WTA po triumf sięgnęła w wielkim stylu.
Caroline Woźniacki, Jelena Ostapenko (ćwierćfinał), Karolina Muchova (półfinał) oraz Aryna Sabalenka (finał) – to tylko niektóre zawodniczki, które musiały uznać wyższość wówczas nastoletniej Gauff. Do teraz pozostaje to jej najlepszym wynikiem w imprezie tej rangi.
W 2024 roku sytuacja się odwróciła. To Sabalenka mogła się cieszyć z triumfu, a pokonaną w wielkoszlemowym finale okazała się Amerykanka, Jessica Pegula. Białorusinka zwyciężyła z nią w dwóch setach.

Wielkoszlemowy dołek Amerykanów. Taylor Fritz, Frances Tiafoe i Ben Shelton na ratunek?
Od ostatniego triumfu reprezentanta Stanów Zjednoczonych w Wielkim Szlemie minęły 22 lata. Symboliczne jest to, że wówczas Andy Roddick sięgnął po tytuł właśnie na US Open. Na początku XXI wieku niezwykła generacja amerykańskich tenisistów zakończyła kariery (Pete Sampras, Andy Roddick, Andre Agassi). W kolejnych latach pojawiali się nowi zawodnicy, którym przewidywano wielkie kariery, ale żaden z nich nie zbliżył się do rezultatów wspomnianej trójki.
Odkąd Andy Roddick przegrał finał ze Szwajcarem Rogerem Federerem w 2006 roku, długo żaden rodak nie był w stanie zbliżyć się do jego wyniku na US open.
Pierwszym graczem, który dał nadzieje na „lepsze jutro”, był Frances Tiafoe. Amerykanin w 2022 roku rozegrał turniej życia – w czwartej rundzie pokonał samego Rafaela Nadala, a później był w półfinale i znalazł się naprawdę blisko finału US Open. Przeszkodził mu w tym Carlos Alcaraz, który najpierw okazał się lepszy w pasjonującej pięciosetówce, a następnie wygrał US Open.
Tiafoe nie spuścił z tonu w 2023 roku, gdy doszedł do ćwierćfinału, a także sezon później, kiedy to ponownie zagrał w półfinale US Open. W obu przypadkach zatrzymywali go jego rodacy. Najpierw był to Ben Shelton, a w 2024 roku Taylor Fritz, który jednocześnie jest pierwszym Amerykaninem w wielkoszlemowym finale od lat.
W finale US Open 2024 lepszy od niego był Jannik Sinner, który następnie poszedł za ciosem i kolejny tytuł zdobył przy pierwszej możliwej okazji, wygrywając Australian Open.
Fritz jest bliski dojścia do co najmniej ćwierćfinału wszystkich czterech turniejów wielkoszlemowych – do skompletowania brakuje mu wyłącznie sukcesu w French Open, gdzie jego najlepszym wynikiem jest czwarta runda z 2024 roku.
