Brytyjskie nadzieje w Wimbledonie – presja lokalnych mediów

Od lat mówi się, że nikt nie gra w tenisa na kortach trawiastych tak dobrze, jak Brytyjczycy. W końcu, to u nich w domu rozgrywa się najstarszy i najbardziej prestiżowy turniej wielkoszlemowy. Niekoniecznie idzie to jednak w parze z wynikami, bowiem reprezentanci Wielkiej Brytanii, poza wyjątkiem Andy’ego Murraya, który zakończył już karierę, na Wimbledonie raczej nie błyszczą. Można się zastanawiać, czy powodem tego są wyłącznie deficyty czysto tenisowe, a może swoje powoduje presja, z którą na czas święta, jakim jest londyński turniej, muszą się zmagać miejscowi zawodnicy oraz zawodniczki?

Kiedy Brytyjczycy będą się cieszyć?

O tym, że Wimbledon wykracza daleko poza sport wie każdy. Impreza, która rok rocznie odbywa się na trawnikach obiektu All England Lawn Tennis & Croquet Club, zawsze ma aurę wielkiego wydarzenia. To impreza, podczas której tenis ściera się z brytyjskimi tradycjami. Mowa tutaj nie tylko o tym, że to najstarszy tenisowy turniej na świecie. Każdego sezonu wyczekuje się na trybunach kortu centralnego przedstawicieli rodziny królewskiej, która w ostatnim czasie najczęściej jest reprezentowana przez księżną Kate. Tytuł mistrza czy mistrzyni Wimbledonu to coś więcej, niż sportowy sukces. Zwycięzca oraz zwyciężczyni na zawsze zapisują się w annałach historii.

Brytyjczycy – co nikogo nie powinno dziwić – najbardziej wyczekują edycji, w której ich reprezentanci będą wiedli prym. Z wypiekami na policzkach wspominają lata 2013 oraz 2016, kiedy to Andy Murray dwukrotnie triumfował w finale Wimbledonu.

Wimbledon – dwa tygodnie medialnego szaleństwa

Tylko ci, którzy mieli okazję być częścią Wimbledonu jako zawodnicy albo obserwatorzy, mogą właściwie opisać, z jak wielkim wydarzeniem mamy do czynienia. Aurę da się jednak odczuć będąc daleko od Londynu, na co wpływ ma medialna otoczka turnieju. Podczas Wimbledonu 2024, ale także przy okazji poprzednich edycji, brytyjskie media robią wszystko, co w ich mocy, aby uwagę widzów skupić tylko na londyńskich trawnikach. Nieważne, czy mowa o gazetach, portalach internetowych, czy kanałach telewizyjnych – tematem numer jeden jest tenis. Mówi się o nim w każdym kontekście, często poruszając niezwykle prozaiczne tematy. Są portale, które od rana aż do późnych godzin wieczornych (czasem nawet nocnych) prowadzą liveblogi, na których odnotowują wszystko, co związane z All England Lawn Tennis and Croquet Club. Zresztą podobną praktykę stosują organizatorzy – na oficjalnej stronie turnieju także prowadzony jest rzeczony liveblog, a także istnieje turniejowe radio.

W Wielkiej Brytanii robi się wszystko, aby ich wielkim szlemem nie interesowali się tylko fani tenisa, ale także cały kraj. Nawet, jak jest ci to nie na rękę, to na dwa tygodnie musisz zacisnąć zęby i znosić wszelakie wieści z wimbledońskiego turnieju tenisowego.

Wimbledon – brytyjskie nadzieje zaspokoją apetyty?

Obecnie najwyżej notowanym brytyjskim tenisistą w rankingu ATP jest Jack Draper. Aktualnie szósty zawodnik rankingu ATP nie może mieć dobrych wspomnień z londyńskim turniejem. Jak dotychczas, jako senior, grał w nim pięciokrotnie. Dwa razy odpadał na etapie kwalifikacji, a jego najlepszym występem jest dwukrotne dojście do drugiej rundy. Dużo większe oczekiwania z jego udziałem pojawią się w 2025 roku – szczególnie, że na US open w 2024 roku dotarł do półfinału i dobrze rozpoczął tegoroczne zmagania. Należy się spodziewać, że spekulacje dotyczące jego osoby zaczną się pojawiać już na kilka dni przed rozpoczęciem imprezy. „Czy Draper zdobędzie trofeum?” – zapewne będzie można czytać w przeróżnych brytyjskich mediach.

U kobiet tak „kolorowo” już nie ma, gdyż najwyżej notowaną Brytyjką w rankingu WTA jest zajmująca 40. miejsce, Katie Boulter. 28-latka może jednak spać spokojnie – wszelaka presja związana z singlowymi oczekiwaniami spadnie na Emmę Raducanu. Rodacy czekają na dobry występ mistrzyni US Open sprzed lat w tegorocznej edycji. Jak dotychczas sufitem dla niej okazywała się czwarta runda – jak będzie tym razem? Najważniejsze, aby 22-latka na czas Wimbledonu zdołała pokonać problemy zdrowotne, które od lat są dla niej zmorą i po prostu mogła wziąć udział w zawodach.

Czy lokalni zawodnicy wytrzymają presję?

W gronie uczestników turnieju będzie dużo więcej Brytyjczyków – organizatorzy nie oszczędzają na „dzikich kartach” dla rodaków i robią wszystko, aby publiczność mogła wspierać swoich tenisistów oraz tenisistki.

Jedno jest pewne i niezmienne od lat – nieważne, czy mecz będzie rozgrywać Draper, Raducanu, czy tenisistka notowana dużo niżej w rankingu. Brytyjczycy, natchnieni medialnymi doniesieniami, będą wierzyć, że każdego ich reprezentanta będzie stać na wejście na tron. Rozgraniczyć trzeba będzie dwie grupy: pierwszą, która przekuje presję w pozytywy oraz drugą, której nadmierne oczekiwania nie ułatwią zmagań. Najważniejsze, aby każdy wierzył, że może zostać następcą Murraya.

Krzysztof
Krzysztof Kwaśny

W świecie sportu odnajduję inspirację i nieustannie poszukuję nowych historii do opowiedzenia. Jako dziennikarz sportowy, z równym zamiłowaniem relacjonuję zmagania piłkarzy, tenisistów czy koszykarzy. Moja pasja pozwala mi tworzyć różnorodne materiały – od błyskawicznych newsów, przez wnikliwe felietony, po szczere wywiady i emocjonujące relacje. Współpracowałem z takimi redakcjami jak: Polsat Sport, To jest boks, Infosport i Łączynaspasja.